wtorek, 11 listopada 2008

Peru- life in slow motion, or maybe the right motion..

Hot again.. I´m in Nasca- Peru. Saw the mysthic lines and figures from a 6 capacity cesna airplaine this morning. It is unbelievable, what somoene, something (depending which theory you support) did. For me it does not metter wheather these is human made, or alien made.. it is still impressive and it is still a huge question mark, why these lines and figures were made here on a desert. Any ideas? Let me know.
I´m heading down slowly getting used to South America, now I see that Argentina and Chile are so close to Europe, or small american towns, depending where you are. Peru is a different story. I felt it once I got to Lima..Not much to say, I´m not a fan of the city, however I liked all the old buidings, what I missed was an atmosphere. All I discovered was chaos and dust.
Nasca is different, at least people smile back and wanna talk with you. It is so much closer to the 3rd world as we see it. No hunger though. Just all the shops, and the ´houses´outside of the centre are so basic.
However people seem to have time for everything.. Small chat, or the longer one on the way to work.
When drinking your cola in a restaurant you can easily spot tourist who just started their travelling, they rush...all the rest locals and those with few weeks with the backpack just walk..simple as that.. When was the last time you saw someone walking in London, NY or Paris on a week day, and I dont mean in the park, just on a street,in the morning?
Photos soon..

Life in Slow motion-Peru. Zycie w zwolnionym tempie-Peru.

Zmiana klimatu. Z zimnej Patagonii przez Buenos Aires przenioslam sie do Peru. Na poczatek Lima.2 dni wystarczyly w zupelnosci. Dziwne miasto, nietypowa stolica. Piekne budynki,ale zadnego klimatu. Nie czuje, nie rozumiem tego miasta. Po raz pierwszy odkad podrozuje nie czulam sie swobodnie, dlatego szybko przenioslam sie na poludnie do Nasca.
Teorii na temat tajemniczych pustynnych linii i figur widocznych z powietrza jest sporo. Od takiej,ze to dzielo kosmitow, przez ludzi gigantow, Zydow, ktorzy dotarli tu przez Nowa Zelandie itd.
Nie opowiadam sie za zadna z nich, bo za malo wiem, ale jedno jest pewne, figury widac z powietrza doskonale i sa gigantyczne. Sprawdzilam, wsiadajac do 6 osobowej cesny.. Skretom w prawo, w lewo nie bylo konca, tak zeby kazdy pasazer mogl zobaczyc figury ze swojej strony.. Nie pytajcie jak zniosl to moj zoladek.
Zachwycila mnie malpa i koliber.. ktokolwiek i kiedykolwiek dokonal tego dziela, respect- jak mawiaja Amerykanie.
Zycie w Nasca plynie w zwolnionym tempie.. zaczyna sie wczesnie rano, o 6 kobiety zaczynaja sprzedawac bulki na rogach ulic z gigantycznych wiklinowych koszy. O 7 otwieraja sie powoli sklepy.. Kazdy ma czas na to zeby pogawedzic ze spotkanym znajomym, dzieci odrabiaja po szkole lekcje przy stoiskach z warzywami, kurczakami (ktorych tu jedza mnostwo) swoich rodzicow.
Kelnerzy w restauracjach zachwalaja jedzenie turystom, kobiety w sklepach z pamiatkami spokojnie je pokazuja. Zabawne jest to, ze kiedy pytasz o cene slyszysz x a za chwile y, wszystko ze specjalnym rabatem.
Argentyna i Chile byly bardzo europejskie, miejscami jak amerykanskie miasteczka, tu blizej do trzeciego swiata. Nie ma glodnych ludzi, walasajace sie leniwie psy tez nie zjedza byle czego,ale wiekszosc domow poza tzw centrum jest bardziej afrykanska niz europejska. Dachy w wiekszosci pokryte plecionka z bambusa, na podlodze zwykla betonowa wylewka, choc to pewnie tez nie wszedzie. Ludzie sie usmiechaja, z radoscia zgadzaja sie na robienie im zdjec. Zobaczycie wkrotce..

czwartek, 6 listopada 2008

Walking on the glacier..Lodowiec Perito Moreno..zdjecia tu

Troche Chile troche Argentyny..Puerto Natales i El Calafate..Powoli przywykam do wstawania o nieludzkiej dla mnie porze typu 5 rano..zdarza sie to czesto, bo albo autobus, albo wycieczka..wszedzie trzeba dojechac, i choc odleglosci w naszym rozumieniu sa niezbyt wielkie np 600km, to tu oznacza to np 14 h w autobusie, bo trzeba przejechac granice, postac w kolejce, poczekac na prom...ale warto, zawsze WARTO...
Torres del Paine, Park Narodowy w Chile urzeka pieknem...wiem, nuuda, wszedzie pieknie, no coz takie sa fakty.
Mialam duzo szczescia, bo udalo mi sie wejsc i zobaczyc oslawione tu szczyty przy stosunkowo dobrej pogodzie.Jedyna przeszkoda byl wiatr, ale jak sie przekonalam kolejnego dnia to byl tylko wiaterek.
2 dnia w parku zaplanowalam wspinaczke na lodowiec Grey, zeby sie tam dostac trzeba przeplynac katamaranem jedno z polodowcowych jezior. Zdziwilam sie bardzo, gdy poznana wczesniej para Amerykanow przedstawila mi Polke. Iwona podrozuje samotnie po Am Poludniowej od ponad roku i po raz pierwszy od maja spotkala Polaka..Caly dzien razem,rozmowom nie bylo konca. Wspolnej wspinaczce tez..Pogoda tym razem nie dopisala, wiatr minimum 80km na godzine, momentami musialysmy trzymac sie razem, zeby nas nie zwialo do wody.Do tego deszcz..na szczescie Iwona zostawala na noc w schronisku, wiec mi udalo sie przesuszyc moje rzeczy zanim wsiadlam na powrotny katamaran. ´
Jakis czas pozniej, 2 moze 3 dni (prawda jest taka, ze zgubilam sie w czasie) znalazlam sie na lodowcu Perito Moreno, ktory jest wiekszy od Buenos Aires..ma widoczna wysokosc 60m... Nie bede nic pisac, zobaczcie...

wtorek, 4 listopada 2008

Bez pingwinow, ale za to na koncu swiata..zdjecia tu

Ciesnina Magellana przeplynieta...
Pingwinow Magellana w Puerto Arenas nie udalo mi sie zobaczyc, mimo ze teoretycznie bylam tam w dniu kiedy zaczyna sie sezon, czyli 1 listopada..no coz..nastepnym razem..Takie´nastepnym razem´w Patagonii zdarzylo mi sie parokrotnie, ale zaczne od konca swiata..
Po przygodzie z wulkanicznym pylem, ktory spowodowal odwolanie samolotu do Ushuaii udalo mi sie w koncu tam doleciec 3 dni pozniej..Pierwszego popoludnia, 4h wycieczka mala lodzia po kanale; ogladanie morskich lwow,fok i ptakow..ogladanie to nie wszystko, 5 osobowej babksiej ekipie naszego stateczku dane bylo tez poczuc, jak pachna podziwiane stwory..Powiem tak, wole wersje kinowa, tzn bez woni, choc na zywo.
Na jednej z wysepek, uslyszalysmy historie o autochtonach, ktorzy zyli tu jeszcze licznie na poczatku ubieglego wieku. Na niewielu zdjeciach, powielonych w postaci pocztowek widac nagich ludzi bardzo podobnych do Eskimosow. Nagosc w tej temperaturze wydaje sie zabojcza, nie byla, gdyz miejscowi pokrywali sie tluszczem fok.Zywili sie zlowionymi lub upolowanymi zwierzetami. Zniszczyly ich ubrania !Wiecznie mokre przyczynily sie do przeziebien ktorych ich organizmy nie potrafily zwalczyc.Obecnie zyje zaledwie kilku przedstawicieli ludu Yamana.

Na zalaczonych zdjeciach mozecie zobaczyc jak wygladaja wspolczesni ludzie w Ushuaii..
Atrakcja, ktorej trudno sobie odmowic bedac tu jest wizyta w Parku Narodowym Tierra Del Fuego..najczesciej fotografowanymm miejscem jest oczywiscie tzw ´koniec swiata´, czyli koniec drogi NR3.Szczerze mowiac, jako dziecko inaczej sobie wyobrazalam ´koniec swiata´,ale choc tym punktem dnia bylam lekko rozczarowana, to Parkiem z cala pewnoscia nie. Gigantyczne polodowcowe jeziora maja kolor blekitu laguny, spod nog umykaja kroliki, ptaki gadaja cos w sobie tylko znanym jezyku ( wydajac przy tym dzwieki zepsutego magnetofonu-dla tych, co pamietaja zacinajace sie kasety magnetofonowe), dzikie konie leniwie zerkaja na turystow. Pieknie..zdjecia tego nie oddaja..prawda jest taka, ze takie miejsce opuszcza sie niechetnie.

poniedziałek, 3 listopada 2008

At the end of the world..photos here

So I got to Ushuaia at the end.. even the flight was a special experience..when you land in between the mountains and almost on the water (Beagle Channel) you appreciate having a good pilot..Yes, you do.
Sudden drop of temperatures between BA and Ushuaia was not nice, all the rest fantastic. I got on a small boat first afternoon ( with 4 other girls: 2 English, one Canadian and one Danish) to see the wild life around Beagle Channel- sea lions, birds.The truth is, you not only see them, you also smell them , if the wind is Wright (or rather wrong I’d say after experiencing the smell of the nature).
We stopped at one of the island to listen to the story about local people from the past, who looked similar to Eskimos. They were still there at the beginning of the last century, walking in this cold temperature without clothes, covered just with the fat of the sea lions. And they were just fine..Now there are just few of the alive.All because of great ideas of those who came here with Darwin and introduced clothes, to the people who spend most of their time fishing..so eventually they ended up with the cold from being wet most of the time..West is not the best always, mhm?

Well, the people look slightly different at the end of the world; see the photos and you will understand.
Other attractions down there include visiting Tierra del Fuego National Park, absolutely amazing place..huge post glaciers lakes, blue as the ocean lagoon, gigantic forest, funny birds that make the noises like broken tape recorder, wild horses and rabbits, which just stand next to the path you are walking...Smelling the nature here is so much nicer then on the water..

wtorek, 28 października 2008

Changes, changes to the plan

As you all know, I love changes. Prefer however when I do decide about things, but it was not the case this time. I should be in Ushuaia since yesterday..but, well listen. Monday morning fully packed I came down from my ´family flat´ and waved for a taxi..Normally it is better to call one, but hey where´s the fun?..So I catched this taxi, and tell the driver which airport i wanna go to and he keeps talking that something happend there yesterday and that i should go to other one.I got confused..the guy asks me if i have the phone..I ask him if he can call the airlines for me, but he says ´i´m almost death`..i should have figure this out, as he was talking really loud...so i called them and they confirmed the local airport i pointed out originally..got there on time..after an hour checked in and after next 2 they said our flight to ushuaia is cancelled because of some volcano ashes in the air..appareantly the next flight with LADE airline is on friday... i love beenos-yes, but there is so much i wanna see down and up there so...ended up buying a tix for wednesday- tomorrow with aerolinas argentinas(as someone told me after they strike a lot, so keep your fingers crossed), got my money back from LADE and spend a great evening with Petra, who is back in town after seeing the north -Salta etc..
You´d think cancelled flight is enough for one week, well no.. I bought a tix to Lima today, but spend all day doing this, as my cc got blocked. Hurra for our global banks, which keep our money so secure they they block our cards for no reasons sometimes...Luckily they have hsbc here as well, so i went there asking for help..i was put in the room and given the phone to call helpline in england. guess what; the person helpig me was indian, so as you can imagine their english was adorable..lets say..those of you who work at emi know what indian it helpline means..dont´s you?
on this site of the world, at the end of my phone conversation there were other 3 people in the room, asking me about poland, and why uk is called united kingdom, and how is the queen etc... bizzaree..believe me...
more to come, from the south sooner or later

sobota, 25 października 2008

Dalej tylko Arktyka..

Nie do konca jak na obrazku (jesli uda mi sie go powiesic), ale w ten sposob choc troche zobaczycie gdzie planuje dotrzec.

Ilosc dni- Miejsce,start 27 pazdziernika:
1-3 Ushuaia
4-5 Punta Arenas
6-9 Torres del Paine National Park/Puerto Natales
10-12 Perito Moreno Glacier/El Chalten/Glacier National Park +
13-14 El Calafate
15 Bariloche i druga czesc wyprawy… do Limy..wyzej innym razem
16-18 Santiago
19-20 Mendoza
21-24 Salta
25- 29 Tupiza
30-33 La Paz
34- 36 Puno/ Jezioro Tititaca
37-44 Cuzco + Inca Trawl/ Machu Pichu
45-46 Colca Canyon
46-47 Nazca
48-50 Lima
brakuje mi czasu na Iguazu Falls (to zespol wodospadow na granicy z Argentyny z Brazylia, cuuudo) a bardzo chce tam poleciec, wiec plan pewnie ulegnie modyfikacji, albo bede szybko tu wracac.
nie moge powiesic obrazka ..zapraszam do map

Codzienne zycie w BA /photos here

We wtorek minie miesiąc odkąd przyleciałam do Argentyny…Dzień wcześniej lecę do Ushuai..tak daleko jak sie da na południe, do Ziemi Ognistej. Stamtąd będę się wspinać na północ na zmianę po stronie chilijskiej i argentyńskiej, żeby dotrzeć do Boliwii i Peru.
Zanim zacznę donosić z prawdziwej podróży, mały update…
Codzienne zycie w Buenos Aires szczególnie wiosna może pochlanac. Rano 4 godziny szkoły, która jest oddalona od mojego domu o 30 minut spacerkiem. Po kolejny spacer, park, muzeum, ...wieczorem knajpa, dobra kolacja, koncert, albo po prostu książka. Ciekawi ludzie, którzy z rożnych powodów przyjechali uczyć się tu hiszpańskiego.
Holenderka, która ‘zbierała’ wakacje przez 3 lata, żeby zrobić sobie 3 miesięczna przerwę pouczyć się i podróżować po Argentynie, Niemka na emeryturze, która przyleciała na 2 tygodnie postudiować razem z córką, Amerykanka, która sprzedała swój business i do Nowego Roku będzie zgłębiać tajniki języka, Brazylijczyk, którego przez silny portugalski akcent trudno zrozumieć, doktorantka z Nowej Zelandii, która zrobiła sobie 5 miesięcy wakacji w nagrodę za doktorat. Sporo tu tych, którzy zatęsknili za prawdziwym życiem, za drobnymi przyjemnościami, dobra kawa w wiosennym słońcu, czasem na książkę, spacer i rozmowy..
Podpatrzone ‘chwile’ na nowych zdjęciach.

środa, 15 października 2008

10-13.10 HOLIDAY WITHIN HOLIDAY. URUGWAY.AND THE CARS WITH THE SOUL

Living in a city is great, but what you do on weekends? You travel around, so did we. We bought tickets for a ferry on Monday and went on Friday to discover Urugway.
Honestly I feel we haven’t seen enough to judge the country, but we made it to key places: Montevideo by night, Punta Del Este in the sun and in the night and Colonia with its charming little streets. My Uruguayan love is the old cars, as you can see on many pictures.

poniedziałek, 13 października 2008

PHOTOS click here

Urugwaj , wakacje w wakacje..10-13. 10

Śmiałyśmy sie ze płyniemy na wakacje w ramach wakacji.. Szkoła i intensywne miejskie zycie tez mogą być męczące…Właściwie trudno powiedzieć ze widziałyśmy Urugwaj, widziałyśmy kilka ‘obowiązkowych miejsc’: Montevideo nocą, w Punta del Este (tutejszym Cannes, choć mam wątpliwości czy te da miejsca da się porównać) cieszyłyśmy się słońcem opalając się na plaży, popijajac winko w miejscowym pubie nr 1 Moby Dick, w Colonii poranny spacer uroczymi uliczkami..
Na dowód zdjęcia, w szczególności starych samochodów, które chyba najbardziej mnie urzekły podczas tej mini wycieczki + oczywiście La Mana czyli dlon z Punta del Este.

Buquebus oferuje przejazd promem i połączenia z Colonii do Montevideo i Punta del Ester- to dla tych, którzy się kiedyś tu wybiorą..

środa, 8 października 2008

8.10 FAKE MARADONNA , LA BOCA AND TANGO


We decided to see La Boca with it’s beautiful colourful streets, tango dancers etc. Got there on the bus after school.0,90 pesos ticket, which you buy on the bus, even if you are local, looks like monthly tickets were not introduced here. Whoever one day convinces the local authorities to do so, will make a good business. Why? Listen to this..
One the things that you will not see in other places is queuing for a bus. You pass these loooong queues of people asking yourself what they are waiting for and then you realize they just wait for the bus..amazing…whoever comes last stands at the end and patiently waits. Can U imagine this in London, or anywhere else? I will make a foto and show you how bizarre this looks. Anyway, we got to Boca, far from the centre, area looks poor until you get to this touristic place, with little market place and colourful buildings.. It looks attractive, but to be honest it is done for tourists and it’s hard to feel the city vibe there. Once we entered the area, there is this guy (or gay, I always make a mistake, don’t feel offended if I did it again), who starts asking ‘where are you from’ and is so happy hearing Poland, UK..Then he goes in his sporty cloths ‘Do you know Maradonna, do U want foto with Maradonna’..? He looked a little , maybe 20% like Maradonna, but was definitely making his living based on this 20%. Anyway we did our touristy photos with Tango dancers ‘board’ and seat to study a little.
I started school on Monday, amazingly I can understand a lot when someone speaks slowly, however talking is ‘a real challenge’ for now. So, we seat there in the sun, enjoying as always the day and suddenly we see this lady in dressed like tango dancer, or honestly with slightly less cloths on but full+ make up..so she starts beating the man , seating 3m from us and screaming something..(The man is one of those asking for 5pesos for taking the photo with Maradona board, the one you put your head to pretending you are the person) He tries to calm her down, no luck..so she approaches the policeman standing in his car 50 m away..10 minutes later there are 3 police cars, at least 10 men in uniforms all trying to calm down this lady, who apparently was arguing, from what we understood, that the mean she beaten is taking away her job, as she works as a tango model on the street, asking people for 5 pesos for a foto with her… No comments.. Maybe one… Women also have a latin characters here.

wtorek, 7 października 2008

7.10 Boskie Buenos w pigulce



to jest absolutnie niezwykle miasto, a ja każdego dnia czuje jak coraz bardziej wyzwalam się z korpo myślenia, zależności, powinności itd..uswiadamiam sobie ze moje zycie naprawdę zależy ode mnie, np to czy będę sie kładła spać z myślą ze przeżyłam fajny dzień, czy wręcz przeciwnie..itd..
Pierwsze dni były o tyle trudne, ze zmogła mnie totalnie choroba, ale od piątku jestem w tangu..
..w Sao Paulo na lotnisku poznałam Petre' Wegierke'weterynarza, wychowana w Anglii,wiec czuje sie Pol na pól obywatelka 2 krajow..Ona miała wcześniej samolot do Buenos, ale spędziłyśmy razem jakieś 3h..na koniec wymieniłyśmy sie mailami...kiedy pisałam jej swój, ona z poważną mina patrzac na moje koślawe litery zapytała are u a vegetarian... przeraziło mnie ze z liter odczytuje, czy jem mięso czy nie..Okazalo sie ze w samolocie, którym razem leciałyśmy, przy każdym posiłku widziała moje nazwisko'przynajmniej tak jej sie wydaje, i stewardesa mówiła jej ze je nie swój posiłek, bo nie ma ´vegetarian´przy jej nazwisku, jestzato przy moim..Gdyby nie petra pewnie byśmy sie więcej nie spotkały, bo jak wiadomo, ja nie bardzo umiem dbać o relacje, szczególnie te nowe..no ale koniec końców od czwartku po południu włóczymy sie razem..w piątek odkrywałyśmy miasto a wieczorem zjadłyśmy kolacje w miejscowym soho' dość turystycznie, w drodze powrotnej taxowkarz próbował nas oszukać wioząc nas dookola..Bylysmy twarde, zapłaciłyśmy obowiązkowe minimum i ja poczekałam w jej hostelu na taxi zamówione przez tlf.w nocy tez moszna chodzić i jest bezpiecznie, ale tam było potwornie daleko...
W sobotę rano pociągiem pojechałyśmy do Tigre, na stacji przekonałam sie ze Buenos ma tez inne niż w mojej dzielnicy oblicze..tu sa trochę takie kabaty, tylko wśród starych budynkow..elegancko ubrani ludzie, spora szansa ze ci 50plus będą mówić po angielsku..na stacji bieda, zebracy, choc tez nie jakoś dramatycznie..Tigre' turystyczne..cala zabawa polega na tym, ze wsiadasz na łódkę i płyniesz kanałami oglądając małe i stare, lub nieźle wypasione domki w delcie rzeki..kazdy ma swoje mini molo, sa nawet stacje benzynowe na wodzie dla lodek i oczywiście wielki pływający sklep..My kupilymy wycieczkę z 1 przystankiem, gdzie mogłyśmy pojeździć na rowerze, albo popływać na kajaku...po godzinie na wodzie, kiedy niepewnie obserwowałyśmy wsiadających i wysiadających ludzi, mowie Petra, chyba zbliżamy sie do naszego przystanku..ona nie' to czyjeś urodziny, bo wszędzie były balony itp, ja stary marketingowiec mowie, to tu... i było...balony były rzeczywiście urodzinowe i nie dla nas, ale poczułyśmy się smiesznie..rower...po 10minutach okazało się ze Moj ma przebita dentke..a juz panikowałam ze zapomniałam jak się jeździ, bo petra odstawiła mnie prawie na km..myslalam..no tak chodzi dziewczyna 2razy w tyg na spinning)na siłowni, na takim mini rowerze, zasuwasz na maxa)..to jedzie, ja czasami pobiegam..to mam zero kondycji...Odetchnęłam jak się zorientowałyśmy ze to dentka..Tego dnia wylądowałyśmy przypadkiem z najlepszej pizzerii w mieście' sami miejscowi, którzy czekali w kolejce na stolik' mniam
wczoraj dzielnica san telmo, ja rano biegałam, później spacer wzdłuż nabrzeża, dobra kawa, targ staroci i tango na ulicy..
Ciągle cos się dzieje, to miasto żyje na wysokich obrotach, bogactwo miesza się z biedota, najnowsze modele samochodów z gratami...kontrasty, a wszystko jakoś poruszające...wszystko chciałabym wchłonąć i poczuć..
od dziś szkoła, tez super...
dobrze mi, b intensywnie....Czuje ze zamieniam się w podróżnika i nie będę chciała przestac..zobaczymy

sobota, 4 października 2008

4.10 BOTOX GIRLS, TIGRE AND BEST PIZZA IN TOWN


On Saturday we decided to go to Tigre, which is about 1- 1,5 hour train drive from the city. This is the weekend destination for many Portenos (this is the name for people born in the city). The whole fun there is about getting on a boat and cruising among the delta. There are these small cute houses on the way, each of them has a separate access to the river, there are even Gas stations for the boats on the way, local swimming ‘store’ etc. Look at the photos and you know what I mean.
Our extra fun during the day was spotting the ‘botox girls’ or rather ladies in their 60ties , who try to look like 30ties. So both of us, from time to time was like: Do U think she had her lips/ eyes/ boobs etc done? Believe me, sometimes, or more then often this can not work, no matter how good doctors they have here, you will see the ‘new age’ is fake. Simple as that. Interesting fact about Argentina is that, they have one of the highest rates of plastic surgery in the world, and not only women have them done. Wanna have the tummy of Schwarzeneger? Some local politicians do, and nothing stops them from having ‘the job’ done. I’m not judging, but so often these people look just ‘too perfect’ to be real. Would you want to be one? Me not. We talked (1/5 Spanish, 2/5 body language, 2/5 English) about this at school. Let me give you just one example that tells a lot about the desire to look better; in on of the disco places they had this competition where every weekend, one the girls was winning boobs job for which the Club owner paid. Last week there was a big article about it in national newspaper, where it was clearly considered illegal to offer.
Anyway, people in BA are one of the nicest and they make me feel good in this city. This is what counts.
On the way back we got this pizza place, full of locals, which later appeared to be one of the best in town, if you’re ever here try it. I’ll publish the details when I dig them back in my crazy notes.

środa, 1 października 2008

1.10 DOG’S HEAVEN


I’ve heard about the ‘dog walkers’ here, but hearing and seeing them is something completely different. You walk down one of the big avenues here and suddenly you spot this guy or a girl with 8-12 different dogs, all walking down slowly, distinctly with this doggy ‘smile’. They go to the park, are taken off the leash, and keep having fun..
Well what can I say, I believe dogs here meet their dog’s friends more often then their owners do with their close ones. This must be dogs heaven

wtorek, 30 września 2008

30.09 ARE U A VEGETARIAN?

It has been more then a month now, since I left London and started living, and you know what, I do enjoy it a lot.
There is life out there, if any of you still doubt it.
It took me a while to set up my little blog…I thought I will be updating it every now and then, and honestly I only called my parents a week after getting here to Buenos Aires .. there has been so much going on. I got completely lost in time. I absolutely adore the city, it is an amazing place to live or just visit. I know you envy me already , if you keep reading you’d probably start hating me for being here and experiencing all the greatest things (apart from argentinian meat) every day. Well, I do enjoy… you can join, if you want to.
I knew it will be fun, since I met this girl Petra in Sao Paulo. We were both waiting for the plane to Buenos, discussing our travels so far etc. When I was writing down my email address for her, Petra asked suddenly ‘Are U vegetarian?’. My face must have looked very odd, I had hundreds of thoughts: ’how does she know from my hand writing I’m a vegetarian?’, ‘I had no idea you can do that’, for a second I did believe you can. Then the picture became clear, when she told me stewardess on a plane told her she is eating someone elses’ food, and the name with the tick looked like mine. So here is the secret. From day 3 , we start hanging out together and exploring the city.
Keep checking…more to come…